fbpx

Na Kobiecych Bezdrożach zaakceptuj…

Usiadła na kamieniu nagrzanym słońcem. Nie miała już siły. Nie miała siły na płacz, na krzyk, na zazdrość, na gniew, na złość. Czuła się bez uczuć. Całkowicie pusta.

Czy tak ma wyglądać moje życie?  Wiedziała dokąd to zmierza. Odesłała te myśli daleko. Teraz jest słońce. Teraz wystawiła twarz do ciepła. Pierwszy taki słoneczny dzień wiosenny.

Nie wiedziała dokąd zmierza. Wizja rodziny, marzenia o wspólnym starzeniu się z Marcinem prysła jak bańka mydlana. Dwójka małych dzieci. Co teraz?

Stanął w drzwiach, gdy wróciła z pracy z walizką w ręku. Miał odebrać dzieci. Zadzwonił, że musi zostać w pracy. Zwolniła się pół godziny, żeby zdążyć przed zamknięciem przedszkola. Umówiła się z Basią, musiała odwołać…. I nagle widzi to w domu.  Powiedział tylko, że się wyprowadza. I wyszedł.

Nie odbierał telefonów, nie odpowiadał na sms-y.  To był najgorszy tydzień w jej życiu. Płakała. Dziewczynki pytały gdzie tata. Kiedyś nie wytrzymała i tak bardzo na nie nakrzyczała, że potem płakały w trójkę.

Rodzice tez nie wiedzieli gdzie jest Marcin. Nie odbierał od nich telefonów. I potem się posypało. Poprosił od spotkanie. Szła z bijącym sercem jak na pierwszą randkę, ale wiedziała, że to bicie serce to strach przed tym, co usłyszy. Powiedział, że nie wróci. Opowiadał o Marcie, o miłości jego życia… Nic nie słyszała. Łzy spływały po cichu po policzkach. Popatrzyła na niego pustymi oczami i wyszła.

Biegła do domu pustymi ulicami. Było zimno. Miała rozpięty płaszcz. Nie czuła nic. Potem chorowała prawie miesiąc na anginę.

Nie pamięta tych paru miesięcy.  Nie wie jak funkcjonowała, odprowadzała dziewczynki, chodziła do pracy, zrealizowała dwa projekty. Czekała do urlopu. Umówiła się z mamą, że weźmie do siebie dzieci na tydzień.  Potrzebowała czasu dla siebie. Chciała przemyśleć, coś postanowić. Nie wiedziała, co dalej. Rozpadł się jej cały świat.  Marcin był tym, które sobie wyśniła. Nie był idealny, ale był idealny dla niej. Co się stało po drodze? Co może zrobić?

I wtedy usłyszała: „Nic”

Nic, nic, nic, nic, nic… ten głos był w jej głowie. Ale jak to nic? Przecież są dzieci, trzeba spróbować, ratować, porozmawiać.

I znów tej głos: „Zaakceptuj”

Ale to mam zaakceptować?  Sytuację, decyzję Marcina? Przecież nas zostawił, nie ma we mnie na to zgody…

Zaakceptuj. Nic nie jesteś w stanie zrobić, bo nie masz na to wpływu…

Wzięła głęboki oddech. To, co usłyszała było tak proste. I tak trudne. Nie ma wpływu na decyzję Marcina. Nic nie zrobi. Jak nie zaakceptuje tej sytuacji będzie przez kolejne lata ciągle w traumie rozstania.

Wstała z otwartymi ramionami. Tak „zaakceptuj” to jedyne to może zrobić…. 

 

Opowiadanie ZAAKCEPTUJ- Kobiece Bezdroża 2/90

by Aneta Joanna Kaniak | Kobiece Bezdroża